Przejdź do głównej zawartości

Posty

"Święta rodziców po stracie"

Witam Was kochane! Dawno nie pisałam wpisu od siebie. Chciałam poruszyć dziś temat przeżycia czy też celebrowania Świąt rodziców po stracie swoich dzieci. Powinnam ten wpis umieścić może wcześniej, ale same wiecie jakie niespodzianki mi się przytrafiły przed Świętami co uniemożliwiły mi trochę funkcjonowanie. Wiadomo, że każdy szuka sposobu na siebie i na swoje świętowanie. Inni mają potrzebę ucieczki od reszty rodziny, drudzy wręcz przeciwnie chcą zostać otoczeni opieką w gronie najbliższych. Ja napiszę o tym jak to wygląda u mnie. Wydawać by się mogło, że Święta te będą przedstawione w świetle smutku, no bo jak się cieszyć gdy masz świadomość tego właśnie, ile Twoje dzieciątko miałoby lat w chwili obecnej a tak naprawdę go nie ma i pozostaje Ci tylko wyobraźnia i puste miejsce zaraz obok Twojego partnera. W moim wypadku najgorsze były pierwsze Święta zaraz po śmierci Miłosza. Planowaliśmy wtedy na nie jego chrzest. Przepłakałam wtedy każdy wieczór. Nie docierało to do mnie, że z...

"... Wierzę, że jesteście, że gdzieś tam istniejecie..."

"Wierzę, że jesteście, że gdzieś tam istniejecie i że rozumiecie dlaczego wierzę, że nic się bez celu nie dzieje tyle spotkało nas złego żyję nadzieją, że znów się spotkamy a wtedy światu wybaczę żyję nadzieją, że nie brak Wam mamy nie mogę myśleć inaczej niewiele tak czasu nam było dane to jakby nuty raz tylko zagrane fragmentu Waszej melodii lecz ja nauczyłam się ich na pamięć i będę po cichu nucić czasami tylko mój głos się załamie bo wiem, że nie możecie wrócić." W święta Bożego Narodzenia 2015 zaszłam w ciążę... od pierwszego dnia wiedziałam, że jestem w ciąży, że jest we mnie nowe życie... miesiąc później okazało się, że nawet 2......bliźniaki jednojajowe, jednoowodniowe, jednokosmówkowe...mąż szalał ze szczęścia, ja byłam przerażona, bo to trudna ciąża, ale potem z każdym dniem kochałam coraz bardziej, kochałam podwójnie... i wiedziałam, czułam, że te fikające na ekranie usg maleństwa to dziewczynki... achhh... nie zapomnę oczu i uśmiechu mojego męża gdy pierwszy ...

Czy wyjdzie do mnie w końcu słońce?!

Młoda kobieta, życie przed nią, może dać życie wielu maleńkim duszyczkom.. Czy to takie proste ? Nie.. 30 czerwca 2015r po braku spodziewanej miesiączki na teście ciążowym ukazały się dwie piękne czerwone kreseczki .. Chyba nie muszę pisać jaka radość mi towarzyszyła, bo każda mama czuje ją od pierwszych sekund. Ciąża przebiegała prawidłowo, wyniki badań, usg, wszystko w jak najlepszym porządku .. Jednak ta euforia nie trwała zbyt długo, w 10tc na kontrolnej wizycie ginekologicznej oraz kontrolnym usg, lekarz prowadzący zalecił kontrolę usg w Centrum Badań Prenatalnych.. nie wiedziałam, że coś go niepokoi myślałam zwyczajnie,że to normalne ,że to odbywa się w każdej prawidłowej ciąży ..nie wiedziałam o tym zbyt wiele , bo to była moja pierwsza ciąża, pierwsza a jakże okazała się być tragiczna.. Po umówieniu wizyty na Badania Pranatalne znalazłam się w klinice w 12+3 tc .. szłam z radością, że znowu zobaczę moje maleństwo, zobaczę jak fika, macha rączkami i spokojnie sobie pływa w ...

"... miałam nadzieję, że to będzie chwilowe..."

Dzisiaj nieco smutniejszy temat. W sumie tak myślę, że wart przeczytania przez każdego rodzica, ponieważ większość rodziców miało styczność z pobytem w szpitalu wraz z swoim maleństwem. Jedyna różnica to taka, że jedni przychodzą tam na chwilę, drudzy zostają na trochę dłużej. Są nawet i trzeci, którzy niestety musieli zmierzyć się z czymś gorszym. Ze śmiercią. Tak sobie pomyślałam, że chyba z początku przechodziłam przez każdy ten etap. Na początku miałam nadzieję, że to będzie chwilowe a dalsza hospitalizacja rozegra się w domu, później nastawiłam się psychicznie na to, że możemy zostać trochę dłużej bądź ewentualnie będziemy częstymi gośćmi w szpitalnych progach. Niestety okazało się inaczej. Dzisiejszy wpis ma charakter ukazania Wam prawdy z życia szpitalnego, przez które przeszłam oraz moja próba zmiany myślenia na pozytywniejsze. Czy tak się da?! Abstrakcja! Mój najcięższy okres z tego życia trwał aż 42 dni. Stanowczo o 42 dni za dużo. Tyle dni żył Miłosz. Na pierwsz...

"Po burzy zawsze wychodzi słońce"

Gdy byłam dzieckiem zawsze marzyłam, aby być mamą. W wieku 15 lat poznałam jego, zakochałam się , wiedziałam że ten mężczyzna zostanie moim mężem i ojcem moich dzieci. 7 lat później tak się stało, kilka miesięcy po ślubie decyzją- chcemy być rodzicami. Zdawaliśmy sobie sprawę że ciężko zajść w ciążę, że tyle osób tak dlugo się stara, nie każdemu udaje się za pierwszym razem. 10.02.17 przeżyłam szok, po miesiącu starań na teście ciążowym zobaczyliśmy dwie kreski, pięć dni później ciąża została potwierdzona przez lekarza, był to 4 tydzień, szczesliwi, pochwaliliśmy się rodzinie. Bardzo szybko zaczęliśmy kompletować wyprawkę. Wszystkie wyniki były idealne, dzidzia rosła zdrowo ❤️ w 16 tygodniu dowiedzieliśmy się, że pod sercem nosze córeczkę. Mijały tygodnie, brzuszek rósł. W 38 tygodniu wizyta, chodź na tą wizytę towarzyszyło mi takie dziwne uczucie niepokoju, uczucie, że nie długo urodzę, to poszłam na nią taka szczęśliwa.. wchodząc do gabinetu nie wiedziałam co mnie tam czeka, gdy p...

32 tygodnie szczęścia

Nasza historia zaczyna się w styczniu 2017 roku. Do tego czasu żyliśmy we trójkę. Lenusia była naszym długo wyczekiwanym szczęściem. Po 5 miesiącach starań zobaczyliśmy piękne dwie, czerwone kreski. Radość, której żadna mama nie jest w stanie opisać. Mijały tygodnie. Ja od 7 lat lecząc się na nadciśnienie, mimo wszystko nie spodziewałam się wielkich problemów. Przyszedł 12 tydzień i cudowne usg, które pokazało (wtedy jeszcze nie na 100%) małą kruszynkę. Będzie córcia! Pare dni po usg telefon od doktora ostudził nasze emocje: „Ryzyko testu pappa 1:123. Trzeba zrobić amniopunkcje”. Czekanie na wyniki były nieustannym płaczem, lękiem, strachem... Stres wywołał pogorszenie i trzeba było wprowadzić dopegyt. Każda gestozowa mama wie co to oznacza... W moim przypadku dawki rosły i rosły.... Odebranie wyników było jak wygrana miliona w totka. Zdrowa córka! Pierwsze co zrobiłam po odebraniu wyników z kliniki to kupienie skarpetek naszej Lence. Imię przyszło do nas naturalnie. Byliśmy najszcz...

"co z Ciebie za madka?! Ty powinnaś..."

Witam po dłuższej przerwie. Zbieram się od jakiegoś czasu by napisać ten wpis. Będzie o tym, z czym większość osób ma do czynienia na co dzień. Zechciałam po raz kolejny do tego wracać nie dlatego, żeby dać satysfakcję tym, którzy próbowali mnie  oczernić pod każdym kątem dotyczącym macierzyństwa ale głównie po to, jak sobie poradzić między innymi w takim przypadku. Same wiecie, że kobieta po stracie dziecka ma wystarczający ciężar z którym musi zmierzać się każdego dnia. Do tego dochodzi właśnie ocenianie przez innych ludzi - jakby było nam mało ale może zacznę od początku. Od momentu kiedy zachodzimy w ciążę zaczynamy być w kręgu zainteresowania. Zaczynają się te “mądre” porady, idealnych matek Polek i nie tylko. Gdy zaczyna się coś dziać w trakcie trwania ciąży, wszyscy wiedzą lepiej od Ciebie co robisz, bądź co powinnaś robić - znasz to uczucie? Ja również, doskonale. Pamiętam jak dziś, gdy miałam początkowe problemy z utrzymaniem ciąży, słyszałam wręcz rozkazy jak to nie ...